sobota, 20 czerwca 2020

#18 Boży paradoks Dz 1,1-11

A my ciągle swoje...


Trzeba przyznać, że trzy lata to dość długi odcinek czasu. Ważny jest oczywiście kontekst, w jakim analizujemy ten konkretny wycinek historii. Jeśli chodzi o trzy lata spędzone przez Apostołów u boku Pana Jezusa wydaje się, że w tym okresie mogli raczej nieźle poznać swojego Mistrza. Widzieli przecież całe mnóstwo cudów i znaków, wysłuchali szereg przepięknych kazań (chociaż nie mieli YouTube'a z konferencjami :), przebywali niemalże dzień w dzień w ogromnej bliskości Boga. Jak pamiętamy, św. Jan Ewangelista kończąc swoją Dobrą Nowinę zapisał m.in. takie słowa: "I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów" (J 20,30), a nieco dalej zanotował: "Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać" (J 21,25). Logicznie rzecz ujmując nie powinno być ani cienia wątpliwości, że Apostołowie po tym wszystkim winni być już duchowymi gigantami, dla których nie ma już jakichś większych zagadek w Bożej perspektywie. Tymczasem okazało się coś zgoła odmiennego. Zerknijmy teraz do prologu Dziejów Apostolskich. Tradycyjnie proszę Was o uprzednie przeczytanie tekstu, który omawiamy; w tym przypadku Dz 1,1-11.

Czytamy tam m.in., że krótko przed swoim Wniebowstąpieniem, Jezus udzielał ostatnich rad swoim uczniom. Wcześniej przez 40 dni ukazywał im się i mówił o Królestwie Bożym. Zapowiadał także przyjście Ducha Świętego. I wtedy, jak zanotował Dziejopisarz, pytali go zebrani: "Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?" (Dz 1,6). Tak patrząc czysto po ludzku, Panu Jezusowi mogłaby w tym momencie opaść szczęka: tyle nauk, tyle cudów, a przede wszystkim Zmartwychwstanie wskazujące najdobitniej na sprawy duchowe i pozaziemskie, a tu uczniowie wyskakują z tekstem-zapytaniem o datę przywrócenia królestwa ziemskiego. Czyli niebo niebem, ale ziemskie królestwo Izraela musi być. A przecież Chrystus przez 3 lata publicznej działalności tłoczył uczniom do opornych nieraz głów istotę swojej misji, że przecież On przyszedł nie po to, żeby załatwić ziemskie, polityczne sprawy Izraela, ale uporać się z duchową materią ludzkości. Pewien ksiądz zauważył, że Judasz zdradził Jezusa nie przez chciwość, ale z uwagi na to, że widział w Chrystusie politycznego przywódcę i jego wizja się nie ziściła. Możemy się zastanowić czy przypadkiem pozostali uczniowie nie żyli w podobnym nurcie i to jeszcze nawet po Zmartwychwstaniu...?

Odpowiedź Chrystusa na faux pas uczniów jest jednak pełna miłości i zrozumienia dla ludzkich bolączek; zawiera dodatkowo delikatne napomnienie i wskazówkę, na czym powinni przede wszystkim skupiać uwagę Jego następcy: "Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" (Dz 1,7-8).

fot. krystianwin, Pixabay.com
fot. krystianwin, Pixabay.com
Potem Chrystus uniósł się do nieba, a uczniowie "uporczywie" gapili się w niebo; jak czytamy, dopiero "dwaj mężowie w białych szatach", można powiedzieć, "sprowadzili ich na ziemię".

Jak to wszystko ma się do naszego życia? Z jednej strony może być i zapewne często tak bywa, że dużo się modlimy, pościmy, słuchamy bardzo pobożnych rekolekcji, czytamy nabożne książki, piszemy i czytamy Biblijny Raban ;), a jak przychodzi co do czego, to naszą głowę zbytnio zaprzątają najbliższe zakupy, wizyta ciotki z pobliskiego miasteczka, zakończenie studiów i przyszła praca, itp. Czy niepotrzebnie zaprzątamy sobie głowę tymi sprawami? No jasne, że są to najczęściej naprawdę ważne kwestie i warto, a nawet trzeba się nimi zajmować. Oczywiście, że tak! Wydaje się jednak, że nierzadko trochę rozmijamy się z Bogiem i trochę "nie czaimy" Jego woli i Jego działania w naszym życiu i świecie. Potrzeba nam właściwej hierarchii wartości, bo to już jest taką naszą swoistą słabością, że często bardziej ciągnie nas ku ziemi, niż ku niebu. Chrystus dobrze zna te nasze troski i patrzy na nasze bolączki z miłością, ale na pewno bardzo cierpi, jeśli już zbyt słabo dostrzegamy Jego obecność spod sterty codziennych spraw. Nierzadko naszym bożyszczem stają się sprawy ziemskie.

Jest coś jeszcze: często może nam się wydawać, że jedynie słusznym przejawem Bożego działania w naszym życiu będą np. udane zakupy, bezproblemowa wizyta nielubianej ciotki, szczęśliwe ukończenie studiów i znalezienie dobrej pracy, itp. A zatem na modlitwie możemy pytać Pana: czy wreszcie uda mi się kupić niedrogie meble? Czy ciotka sobie pojutrze pojedzie, czy jeszcze będzie nas dręczyć dwie niedziele? Czy za rok będę już miał ulubioną i dobrze płatną pracę? Czy są to pytania z gruntu fałszywe? No jasne, że nie! Jest tylko przynajmniej jeden warunek: jeśli we wszystkim będziemy szukać Bożej woli i dbać przede wszystkim o Jego sprawy, to wówczas nasze sprawy będą się nam jawić inaczej, w sposób właściwszy i proporcjonalny do ich rzeczywistej wagi.

Musimy unikać też drugiej skrajności. Grozi nam ona wtedy, kiedy nasza wiara byłaby tylko nieustannym chodzeniem w chmurach, bez najmniejszej troski o sprawy doczesne. To również nie jest do końca właściwa postawa, o czym przypomina interwencja dwóch mężów w bieli z powyższego fragmentu Dziejów. Chrześcijanin to taki trochę "Mistyk w kąpieli" jak zatytułowano jedną z książek o. Joachima Badeniego OP. Chrześcijanin jest osobą wzrastającą duchowo, ale jednak nader praktyczną, która ma świadczyć o Jezusie w swojej codzienności, poprzez swoje obowiązki zawodowe i relacje rodzinno-koleżeńskie; te bardziej wzniosłe, ale i zupełnie prozaiczne.

A zatem tak to już jest, że Pan Bóg swoje, a my ciągle swoje. Trzeba nam prosić, żebyśmy wreszcie spróbowali popatrzeć na świat oczami Boga, bo "nie tak bowiem człowiek widzi <jak widzi Bóg>" (1 Sm 16,7).

Gdzie w moim życiu ciągle jeszcze działam i patrzę na sprawy zbytnio po swojemu?

Zachęcam również do lektury chociażby poprzedniego "Bożego paradoksu", gdzie jest mowa w sumie o podobnych kwestiach jak dzisiaj, ale tam przyglądamy się im pod nieco innym kątem >>>.


piątek, 5 czerwca 2020

#18 Pochylmy się nad... Lb 20,1-13

Przyznaję się pokornie do tego, drodzy Czytelnicy...


Po Wielkim Poście i okresie wielkanocnym wracamy do najstarszej serii Biblijnego Rabanu. Trwająca obecnie Wielka Światowa Nowenna Pompejańska skłoniła mnie do pewnych wynurzeń, ale po kolei.

Być może wiecie, że intencją wspomnianej nowenny, która kończy się 5 lipca, jest nawrócenie grzeszników, "z których ja jestem pierwszy" (tak na marginesie dodam, że ciągle można jeszcze do niej dołączyć >>>, tyle że skończy się modlitwę oczywiście odpowiednią ilość dni później). Ten dopisek - "z których ja jestem pierwszy" - to bardzo ważna informacja, że jeśli decydujesz się wejść w nowennę to modlisz się w pierwszej kolejności za siebie, a nie za jakichś tam mniej lub bardziej określonych "ich" - najgorszych grzeszników, cudzołożników i całe nieciekawe towarzystwo. Przyznam, że ulegałem pokusie, żeby to hasło traktować jako taki kurtuazyjny zwrot grzecznościowy, bo niby formalnie uznaję, że jestem pierwszym z grzeszników, ale w głębi serca czuję, że bez przesady - są inni o wiele gorsi ode mnie. Tak sądziłem do momentu, gdy olśniło mnie w kontekście 20 rozdziału Księgi Liczb.

Lb 20 to chyba najtrudniejszy rozdział w historii niezwykłego rodzeństwa jakim byli Mojżesz, Aaron i Miriam. Na jego początku mamy wzmiankę o śmierci Miriam w Kadesz, a kończy się on opisem śmierci Aarona na górze Hor. W jego środku natomiast czytamy o nieposłuszeństwie Mojżesza i Aarona, które poskutkowało ukaraniem tych braci przez Boga. I to jakim ukaraniem: za jedno nieposłuszeństwo nie będą mogli wejść do Ziemi Obiecanej. Na pierwszy rzut oka to może być jeden z najtrudniejszych fragmentów w Biblii - dlaczego Bóg tak dotkliwie karze tych, którzy prowadzili jego lud? Dlaczego karze szczególnie Mojżesza, który do tej pory starał się naprawdę wiernie trwać przy Panu i realizować jego polecenia i przykazania?

File-Tintoretto, Jacopo - Moses Striking Water from the Rock, wikimedia w domenie publicznej
File-Tintoretto, Jacopo - Moses Striking Water from the Rock, wikimedia w domenie publicznej

Zauważmy, że Bóg polecił, aby Mojżesz wypowiedział polecenie do skały, a ona miała dać wodę spragnionemu i sfrustrowanemu ludowi, jak to często w ich przypadku bywało. Czytamy jednak, że przywódca Izraelitów zapytał lud: "Słuchajcie, wy buntownicy! Czy potrafimy z tej skały wyprowadzić dla was wodę?", po czym uderzył laską dwukrotnie w skałę i rzeczywiście woda wypłynęła. Z jednej strony zdarzył się cud, ale z drugiej Mojżesz w sumie po raz pierwszy w swoim dotychczasowym życiu postąpił inaczej niż polecił mu Bóg: miał przemówić do skały, a on nie dość, że zamiast tego uderzył laską w skałę, to jeszcze uczynił to dwukrotnie. Jak pamiętamy, kiedyś (Wj 17) Bóg polecił Mojżeszowi uderzyć w skałę i wódz wtedy tak uczynił, ale teraz polecenie było inne. Czyżby Mojżesz zaufał tym razem bardziej sobie, swojej lasce, chciał się zaasekurować, aby przypadkiem nie zbłaźnić się przed ludem, gdyby samo słowne polecenie wydane skale nie zadziałało? Zastanawiające jest też to, że tuż przed tym wydarzeniem Bóg sam polecił Mojżeszowi zabrać z sobą laskę, ale jak wiemy nie kazał mu z niej korzystać. Dużo jest pytań. 

No dobra, a jak to się ma w kontekście nowenny pompejańskiej i grzeszników? Jak już o tym napomknąłem, Mojżesz przez właściwie całe swoje życie postępował Bożymi drogami. Bezsprzecznie należy do najwybitniejszych postaci Starego Testamentu, a nawet całej Biblii. Słowo "grzesznik" jakoś tak zupełnie nie pasuje do Mojżesza. Jeśli jednak przyjmiemy, że Ziemia Obiecana to raj, robi się niewesoło - Mojżesz jednak tam nie wszedł... W trakcie tego olśnienia, o którym Wam wcześniej wspominałem, jakoś tak dotarło do mnie, że pojęcie grzeszności nie jest sprawą do końca bezwzględną; nie mierzy się jej bezwzględną ilością grzechów i ogólnym stanem człowieka. Okazuje się, że w Bożej logice postawa Mojżesza może prezentować się gorzej niż choćby tzw. Dobrego Łotra. Popatrzmy: Mojżesz harował całe życie dla Boga, ale ostatecznie nie wprowadził Izraelitów do Kanaanu, a Dobry Łotr kończył marny żywot w sposób równie marny na krzyżu, a Jezus obiecał, że jeszcze tego samego dnia wejdzie z Nim do nieba. Boża logika, Boże paradoksy...

Żeby dobrze zrozumieć sytuację z Mojżeszem trzeba sięgnąć do Ewangelii wg św. Łukasza. Jezus mówi tam w tzw. przypowieści o słudze wiernym i niewiernym: "Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą" (Łk 12,47-48). To bardzo wiele wyjaśnia, prawda?

Mojżesz został wybrany przez Boga do naprawdę wielkiego dzieła; Pan bardzo wiele zdziałał przez jego ręce. W związku z tym niewierność popełniona przez Mojżesza była znacząca. Być może gdyby ktoś mniej obdarzony rozlicznymi talentami i łaskami zachowałby się podobnie jak przywódca Izraelitów, nie doświadczyłby aż tak surowej kary. Analogicznie: najprawdopodobniej mniej surowe cięgi zbierze zawodnik trzecioligowca, który nie strzelił gola z bliskiej odległości niż reprezentant Polski.

Czy zatem lepiej być mniej obdarowanym przez Boga? Czy to bezpieczniejsze? Zdecydowanie nie! Jeśli Pan Bóg wybiera człowieka i powołuje do czegoś, obdarza go wszelkimi potrzebnymi łaskami do podołania misji. Tylko od wolnej woli człowieka zależy na ile będzie chciał współpracować ze Stwórcą.

A zatem przyznaję się Wam, drodzy Czytelnicy, że jestem grzesznikiem. Ba, jestem pierwszy wśród grzeszników. Jestem nim przede wszystkim ze względu nie tyle na to czy zostałem mniej lub bardziej obdarowany przez Boga, ale dlatego, że często marnuję łaski, talenty, okazje do unikania zła i czynienia dobra, nie podążam za natchnieniami Ducha Świętego. Jak każdy z nas jestem osobą niepowtarzalną przed Bogiem, więc każdy mój grzech jest niepowtarzalnie wielkim złem w stosunku do kochającego Boga. I dlatego przede wszystkim jestem największym grzesznikiem. I nie mówię tego tylko kurtuazyjnie i dla szpanu. Taki jest fakt.

fot. pixabay.com

Jaki jest na to ratunek? Pokora i uniżenie przed Bogiem. W tym wszystkim nie chodzi o to, że Bóg jest Kimś, kto tylko czyha na nasze potknięcie. Przeciwnie: On czeka na choćby najmniejszą oznakę dobrej woli z naszej strony. Panie, zmiłuj się nade mną grzesznym...


Jak często modlę się za siebie i innych grzeszników? Może warto jeszcze dołączyć do Wielkiej Nowenny Pompejańskiej za grzeszników?

Poprzedni odcinek z serii Pochylmy się nad: Kamyki Dawida, czyli sięgnij do torby >>>

sobota, 23 maja 2020

#14 radośnik Zaraza? Biorę to...

„Dawid odpowiedział Gadowi: «Jestem w wielkiej rozterce. Wpadnijmy raczej w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie, ale w ręce człowieka niech nie wpadnę!» Zesłał więc Pan na Izraela zarazę od rana do ustalonego czasu. Umarło wtedy z narodu od Dan do Beer-Szeby siedemdziesiąt tysięcy ludzi” (2 Sm 24,14-15)


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Moi Drodzy! 

Temat zarazy jakoś tak w pierwszym odruchu średnio nam pasuje do kwestii związanych z radością. Wydaje się wręcz, że są to tematy zupełnie sobie przeciwstawne. Bo niby jak zaraza może wiązać się z radością...? Okazuje się, że może i zaraz spróbujemy sobie o tym powiedzieć.

Dzisiaj zachęcam do lektury 24 rozdziału Drugiej Księgi Samuela. Mamy tam fragment chyba dość rzadko przywoływany w kontekście bogatego życia króla Dawida, choć chyba w obliczu pandemii od czasu do czasu się o nim słyszy. Nie będziemy tutaj wnikać w szczegóły. Przeczytajcie sobie. Tak czy inaczej Pan Bóg karze Dawida, który kazał policzyć mężczyzn zdolnych do walk. Z dzisiejszego punktu widzenia może nas dziwić, co było złego w postępku Dawida? Czyżby Pan Bóg był jakimś przeciwnikiem statystyk? Nie o to chodzi. Bibliści tłumaczą, że winą Dawida było to, iż nie zaufał w pełni Panu, ale swoją siłę postanowił oprzeć przede wszystkim na potędze militarnej, czysto ludzkiej (por. Sdz 7). Na marginesie dodam, że ten fragment wydaje mi się czasami taką przestrogą też dla wszystkich, którzy coś nagrywamy albo piszemy w internecie. Łatwo ulec pokusie, aby tylko na statystykach opierać swoją wartość. Choć inna sprawa, że jest sympatyczniej, jeśli są one coraz lepsze ;)
'King David', painting by Giovanni Francesco Barbieri (il Guercino) c. 1768, fot. wikimedia w domenie publicznej
Dla nas dzisiaj szczególnie ważne są jednak trzy kary, które Pan przez proroka Gada proponuje Dawidowi: 7 lat głodu, 3 miesiące uciekania przed wrogami i 3 dni zarazy dziesiątkującej lud. Wybór niełatwy... Na co decyduje się Dawid. Wybiera zarazę! Najpewniej w czasach koronawirusa zaraza to ostatnia rzecz, którą chcielibyśmy wybrać. Ktoś może powiedzieć, że epidemia, która dotknęła Dawida i jego lud trwała tylko 3 dni, a koronawirus już trwa i trwa, ale tu chodzi o coś innego.

Postawa Dawida przede wszystkim uczy nas, że jeśli już człowiek ma zostać ukarany, to winien całym sercem zdać się na Boga, na Jego miłosierdzie. Zauważmy, że Dawid jakoś nie wzdryga się przed rzekomo okrutnym i mściwym Bogiem Starego Testamentu, ale zdaje się na Jego wolę. Spośród tych kar, które miał do wyboru Dawid, właśnie zaraza była jakby najbardziej bezpośrednio sprawą pochodzącą od Boga; inne były nieco mniej bezpośrednie.

A jaki to wszystko ma związek z radością? Wydaje mi się, że następujący: jednym z rysów naszej chrześcijańskiej radości jest i to, iż Pan Bóg, nawet jeśli nas karze lub dopuszcza różnorakie zło, które nas spotyka, nie przestaje ani na mikrosekundę być Bogiem Miłości Miłosiernej. Czyż nie jest to powodem do przeogromnej radości? Największą tragedią człowieka nie jest zatem sam fakt kary, ale zamknięte na Boga serce. To właśnie dlatego grzech ciężki czy w ogóle każdy grzech jest tragedią, bo człowiek mniej lub bardziej świadomie odwraca się od Pana, zamiast poddać się na dobre i na złe Jego Woli, Jego Miłości Miłosiernej. Paradoksalnie może zdarzyć się i tak, że człowiek, który nie doświadcza Bożej kary jest od Niego o wiele dalej niż ten, który właśnie jest karany. O wszystkim decyduje serce, przyznanie się do błędu i zdanie się na Boga. To przecież próbujemy czynić każdorazowo przystępując do kratek konfesjonału. Wówczas słyszymy: "Pan odpuścił Tobie grzechy". Zostaje jeszcze pokuta do wypełnienia, ale czyż radość może wtedy nie przepełniać serca? To jest już pytanie retoryczne...

Jak zawsze z góry Bóg zapłać Wam za pomoc w rabanowaniu. Mogę na Was liczyć, na Ciebie, która/który czyta ten tekst, prawda? Super, że Was mam.

Poprzedni wpis na radośniku >>>


Cytat na dzisiaj:  

"Trzeba żyć z radością. Niezależnie od tego jak bardzo banalne i dramatyczne mogą być wydarzenia życia, trzeba je przeżyć, nie pozwalając się im obalić i nie tracąc tej wewnętrznej pogody, która jest właściwa ludziom wierzącym w zmartwychwstałego Chrystusa" (Ks. Milani; adonai.pl)

A jak Ty osobiście rozumiesz powyższy cytat?

sobota, 9 maja 2020

#19 Niespodzianka z okazji trzeciej rocznicy powstania Biblijnego Rabanu

Moje Drogie, moi Drodzy!


To one! ;) Chodzą po głowie trzyletniego blogera





 W tamtym roku wpis podsumowujący drugi rok Biblijnego Rabanu zacząłem tak:

"Pamiętam ten dzień jakby to było dzisiaj. Był 3 maja 2017 r.; dla mnie bardzo trudny czas ze względu na trudne wydarzenie w rodzinie. Wtedy jednak poczułem, że to już czas, że pora założyć bloga. Z tą myślą chodziłem już przynajmniej kilka tygodni, ale marzenie ziściło się dopiero w Uroczystość Matki Bożej Królowej Polski.

Dziś już trochę uśmiecham się na myśl o tym, jak wtedy namiętnie zerkałem do internetu czy już ktoś odwiedził bloga, coś skomentował, zalajkował, zhejtował, itp. Teraz wiem, że nie do końca tak to działa :)

Blogując trzeba się uczyć, że to tak naprawdę nie tyle chodzi o lajki, ale treść i to, co ona wnosi do świata. Oczywiście człowiek jest człowiekiem i potrzebuje docenienia, miłego słowa. Tacy już jesteśmy. I ja też bardzo się cieszę, gdy ktoś napisze coś miłego w komentarzu, zalajkuje, itp. I Bóg zapłać Wam za to! Z drugiej jednak strony staram się to wszystko przekazywać dalej, do Tego, Komu przysługuje w pierwszej kolejności: chodzi o Pana Boga. Przyznam się Wam, że za każdą osobę, która polubi fanpage Biblia i Historia na Facebooku, Twitterze, itp. mówię: "Chwała Panu". Nie mnie, tylko Jemu. "Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą" (Flp 2,13)".

Tak właśnie zacząłem i wszystko co napisałem, jest zgodne z prawdą, więc niech służy za wstęp również do tego tekstu. Taka niespodzianka ;) A co :) Dorzucę tylko, że do "Chwała Panu" dodaję "i Maryi", gdyż to Ona po Panu Bogu jest szczególną Patronką bloga. O tym możecie też poczytać choćby na stronie głównej.

fot. GraphicMama-team, Pixabay.com



Garść statystyk (stan na 4 maja 2020)

Podobnie jak poprzednimi laty, także i w tym roku dzielę się z Wami garścią statystyk.

Generalnie rzecz ujmując na 4 maja 2020 r. blog Biblijny Raban wygenerował 40 550 wyświetleń. A mówiąc konkretnie, ta liczba została wygenerowana przez 3809 unikalnych użytkowników.

A jak to wygląda w mediach społecznościowych? Na Facebooku wokół profilu Biblia i Historia zgromadziło się 202 użytkowników, którzy kliknęli legendarną "łapkę w górę", polubienie :) Obserwujących jest 212. Na Twitterze profil Biblia_Hist ma 96 obserwujących. Na Wykopie 4 użytkowników obserwuje profil Biblia_i_Historia. I jest jeszcze serwis Zblogowani. Tam 2 użytkowników poza mną śledzi na bieżąco teksty BibliaiHistoria. Tak czysto informacyjnie dodam, że istnieje też kanał YouTube Biblia i Historia.

A zatem gdybyśmy sobie tak pozliczali osoby zgromadzone wokół Biblii i Historii na różnych platformach społecznościowych wyjdzie, że jest nas nieco ponad 300 osób.

Warto odnotować, że trzeci rok istnienia Biblijnego Rabanu przyniósł 200 polubienie na Facebooku. Zbliżamy się do 100 na Twitterze.

Jak widać, wszystkie statystyki uległy poprawie. Przyrosty odsłon i unikalnych użytkowników zwiększyły się w trzecim roku. 

Porównajmy teraz dane za 1, 2 i 3 rok istnienia Rabanu:

1 rok
odsłony:  8598
unikalni użytkownicy: 699
Facebook: 86 (obserwujący), 81 (polubienia)
Twitter: 22 obserwujących
Google+: 4 obserwujących
Wykop: 1 obserwujący
Blasting News: 1 obserwujący

2 rok
odsłony: 21 212 - 8598 = 12 614
unikalni użytkownicy: 1948 - 699 = 1249
Facebook: 193 - 86 = 107 (obserwujący); 187 - 81 = 106 (polubienia)
Twitter: 63-22=41 obserwujących
Google+: 8 - 4 = 4 obserwujących (platforma została zamknięta)
Wykop: 2-1= 1 obserwujący
Zblogowani: 1 obserwująca
Blasting News: platforma została zamknięta

3 rok
odsłony: 40 550 - 8598 - 12 614 = 19338
unikalni użytkownicy: 3809 - 1249 - 699 = 1861
Facebook: 212 - 107 - 86 = 19 (obserwujący); 202 - 106 - 81 = 15 (polubienia)
Twitter: 96 - 41 - 22 = 33 obserwujących
Google+: platforma została zamknięta
Wykop: 4 - 1 - 1 = 2 obserwujących
Zblogowani: 2 obserwujących
Blasting News: platforma została zamknięta


Dziękuję!!!

fot. 200degrees, Pixabay.com

Cele i blogowe marzenia


Tutaj również to, co napisałem rok temu, jest ciągle jak najbardziej aktualne i myślę, że aktualne będzie tak długo jak to miejsce będzie istniało w Sieci, a wierzę, że będzie istniało jak najdłużej:

"Zabrzmi to górnolotnie, ale podstawowym celem albo raczej misją Biblijnego Rabanu jest działanie na chwałę Bożą i w zgodzie z Jego wolą, a przecież chyba najwymowniejszym rysem tej woli i najbardziej pierwszorzędnym jest zbawienie nas wszystkich. I tej chwale Bożej i zbawieniu niech służy ten blog. To też wpisuje się w moje blogowe marzenia".

W czwartym roku blogowania zamierzam kontynuować istniejące serie: Pochylmy się nad..., Boże paradoksy, Mitołamacz, Niespodzianka, Radośnik, Pan Bóg na wakacjach, Adwentowe i Wielkopostne rabanowanie, a także Tydzień Biblijny i od czasu do czasu Wpisy specjalne. Jeśli Pan Bóg podsunie jakiś nowy pomysł, to oczywiście spróbujemy go wdrożyć w życie.

Prawdopodobnie póki co nie zmienię częstotliwości pisania tekstów - jeden na dwa tygodnie. Na drugim blogu, Historia nauczycielką życia, także staram się pisać raz na dwa tygodnie. W konsekwencji macie jeden tekst na tydzień na moich blogach. Być może jeden tydzień będzie wolny od pisania. Czas albo raczej Pan Bóg pokaże jak to będzie.

Swoją drogą nawet kilka razy w tygodniu jestem z Wami w mediach społecznościowych.
8 grudnia 2018 r. niejako przy profilu Facebook Biblia i Historia powstał InBiRR, czyli Internetowo-Biblijne Róże Różańcowe. Aktualnie jest nas tam 31 osób. Zapraszamy serdecznie.



fot. ArtsyBee (Pixabay.com)

Czas na rozdanie „Złotych Rabanów 2019/2020” :)


I oto słychać fanfary!!! ;) To niezbity dowód, że już czas na wręczenie "Złotych Rabanów" za trzeci rok istnienia Biblijnego Rabanu. Zerknijcie sobie do wpisu podsumowującego pierwszy rok na blogu i drugi, to przypomnicie sobie lub poznacie laureatów poprzednich edycji. 

Gwoli formalności zaznaczę, że nagroda ta przyznawana jest najaktywniejszemu użytkownikowi z poszczególnych rodzajów mediów społecznościowych, którzy szczególnie udzielali się na profilu Biblia i Historia. Jest to wyróżnienie raczej jedynie wirtualne i prestiżowe :), niemniej w intencji każdego z laureatów odmawiam po Zdrowaśce. Oczywiście nie tylko Zdrowaśką obejmuję nas wszystkich, zwłaszcza tworzących społeczność Biblii i Historii i Was również proszę o modlitwę za nas nawzajem.

Przejdźmy do tegorocznych rozstrzygnięć. Jeśli chodzi o Facebooka, postanowiłem wręczyć Złoty Raban Użytkownikom, których zaangażowanie nie tyle może dotyczyło profilu Biblia i Historia, ale grupy na InBiRR-ze. W tym roku wyróżnieni zostali: Wioletta Anastazja Kowalska, Elżbieta Kuchno, Maciej Tarchała i Mateusz Kryszkowski. Gratuluję!

A jak to wygląda na Twitterze? Tutaj zdecydowałem się wyróżnić dwóch Użytkowników: Ryszard Koszczyński i Bartosz Rozwadowski. To do nich wędrują Złote Rabany. Gratuluję!

Chciałbym wręczyć jeszcze jednego Złotego Rabana 2019/2020. Wędruje on do Jacka K. Ten Użytkownik udzielał się najwięcej pod komentarzami Biblia i Historia w Chlebakach. Wiem, że zagląda też na Biblijny Raban. Gratuluję!

Warto zaznaczyć, że Członkowie społeczności: Bartosz Rozwadowski, Ryszard Koszczyński i Jacek K. mają już, łącznie z tegorocznymi, po dwa "Złote Rabany" w jak dobrze wiemy póki co trzyletniej historii nagrody. Tym bardziej gratulacje!

Podobnie jak uprzednio, specjalnego Złotego Rabana wręczam Wam wszystkim, całej Społeczności Biblijnego Rabanu, za to, że jesteście i chcecie poznawać oraz zgłębiać Słowo Boże i nim się dzielić. Gratuluję!

Na koniec najważniejsze


Na koniec tego wpisu, podobnie jak przed rokiem i po pierwszym roku funkcjonowania bloga odnówmy zawierzenie naszego wspólnego rabanowania:

"3 maja 2017 r. zawierzyłem blogowanie Panu Bogu i Matce Bożej. Dlatego druga (w 2020 r. trzecia) rocznica to doskonały czas do odnowienia tego zawierzenia, bo sami z siebie nic nie możemy:

Panie Boże, błogosław nam w tym dziele odczytywania na nowo Twojego Listu do nas, abyśmy coraz bardziej kochali Ciebie i bliźnich. A Ty Matko Boża, szczególna Patronko bloga, i wy wszyscy Aniołowie, Święci (w tym św. Hieronimie) i Błogosławieni wspierajcie Biblijny Raban i jego Społeczność oraz chrońcie nas przed wszelkimi wpływami zła. Amen.

Proszę Was wszystkich również o modlitwę za nas i to dzieło.

Z serca dziękuję w pierwszej kolejności Panu Bogu, Matce Najświętszej, Aniołom, Świętym i Błogosławionym i Wam wszystkim za wszystko.

Z serca mówię Bóg zapłać i wierzę, że za rok spotkamy się we wpisie z okazji już trzeciej (w 2021 r. będzie już czwarta :) rocznicy bloga".

Dzięki, moi Drodzy, że jesteście. Jak zawsze mam do Was wielką prośbę: powiedzcie też innym, że istnieje coś takiego jak Biblijny Raban. Nie o mnie tu chodzi, ale wierzę, że te treści mogą być pożyteczne także i dla innych internetowych użytkowników. Z góry wielkie dzięki za promowanie Bożego Słowa. A zatem do siego razu :)

Takie oto myśli chodzą po głowie trzyletniego blogera ;)


Z Panem Bogiem.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Tydzień Biblijny 2020

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!


fot. congerdesign (Pixabay.com)
Blog Biblijny Raban powstał w Tygodniu Biblijnym 2017. W 2018 r. spotykaliśmy się po raz pierwszy codziennie na rozważaniu Słowa Bożego. W tamtym roku również spotykaliśmy się na Biblijnym Rabanie w ramach Tygodnia Biblijnego. W tym roku czas na Tydzień Biblijny 3 :), który będzie wyglądał podobnie, ale trochę inaczej.

Konferencja Episkopatu Polski zachęca, abyśmy każdego dnia publikowali w internecie swoje ulubione cytaty z Biblii, które tego konkretnego dnia najmocniej do nas przemawiają. Jest to akcja #BibliaNaDziś.

Każdego z tych siedmiu dni zaproponuję na blogu krótki komentarz do jednego zdania (fragmentu) z czytania i/lub psalmu i/lub Ewangelii dnia. Oczywiście możecie w mediach publikować też zdania z całej Biblii, które Was w danym dniu szczególnie inspirują, ale oprócz tego chciałbym Was zachęcić do codziennego pochylania się nad Słowem Bożym oferowanym przez Kościół na dany dzień. Wybierzmy z niego jedno, dwa, trzy, może w niedzielę max. 4 zdania (fragmenty) i opatrzmy komentarzem.

W mediach społecznościowych nasze posty/tweety publikujmy z adnotacjami #BibliaNaDziś oraz #OkruchNaDziś. Hasłem tegorocznej Niedzieli Biblijnej, która jest IV Narodowym Dniem Czytania Pisma Świętego, są słowa: "Misterium Słowa, które stało się Chlebem życia". W związku z tym termin "okruch" dobrze pasuje.

Bardzo gorąco zachęcam Was wszystkich do wrzucania swoich propozycji pod tym postem i w mediach społecznościowych. Odwagi! Twoja odpowiedź może kogoś naprawdę zainspirować.


Tydzień Biblijny 2020
26 kwietnia - 2 maja

Czytania z dnia znajdziecie m.in. w Niezbędniku katolika >>> 


2 maja - sobota (przeniesiona uroczystość NMP Królowej Polski)

"Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni" (Ap 11,19)

Jak może pamiętamy, po zburzeniu pierwszej świątyni jerozolimskiej w 587 lub 586 r. p.n.e. zaginęła Arka Przymierza. Potem w Piśmie Świętym już o niej nie czytamy. Pojawia się dopiero w tym fragmencie - w Apokalipsie św. Jana. Być może jej historia uczy nas, że my czasem tu na ziemi gonimy, szukamy szczęścia, może nawet nasza gonitwa ukierunkowana jest na cuda, święte wizje; pragniemy religijnych doznań. To są w gruncie rzeczy bardzo piękne pragnienia, ale mogą się wypaczyć. Tymczasem prawdziwe i najbardziej autentyczne szczęście czeka na nas w niebie. I nie tracąc łączności z ziemią póki żyjemy, powinniśmy nieustannie w zdrowy sposób iść ku Niebu.

"Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi, i niech będzie błogosławiony Pan Bóg, Stwórca nieba i ziemi" (Jdt  13,18) 

Bardzo piękna i zdrowa pobożność. Z jednej strony mamy pochwałę niewiasty (dosłownie Judyty, ale my chrześcijanie widzimy tu zapowiedź chwały Maryi), lecz w konsekwencji Jej wielkość ogniskuje się i skupia na Bogu. Ona jest pobłogosławiona przez Niego i Jej błogosławieństwa wypływają z łaski Bożej.
Czy w ten sposób patrzę na Matkę Bożą i wszystkich pobłogosławionych przez Boga?


"Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. (…) On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie" (Kol 1,12.17) 

To zdaje się podstawowy powód do wdzięczności Bogu: uzdolnił nas do bycia świętymi. Przecież to jest podstawa. Wszystko inne to tylko dodatki.
Chrystus jest wcześniejszy niż wszystko i wszyscy, a na dodatek wszystko w Nim ma istnienie. Wszystko i wszyscy jesteśmy przepełnieni Bogiem, więc dlaczego tak często jesteśmy tak nierozumni i żyjemy, jakby na Bogu nam nie zależało? Przecież życie bez Boga jest bez sensu.

"Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena" (J 25,19)

I obok naszych różnych krzyży stoi Matka Boża, bliscy, przyjaciele.
Czy jednak już cieszymy się z tego, że w Niebie będziemy przy tronie Bożym z Maryją, bliskimi i świętymi? Tu jesteśmy tylko przechodniami, nasz dom jest tam.
Czy wytrwale, razem z Maryją i świętymi, zmierzam do tego TAM, które urzeczywistnia się już TU...


1 maja - piątek (ze wspomnienia św. Józefa Rzemieślnika)

"A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął" (Rdz 2,2)

W Starym Testamencie mamy wzmianki o tym, że Bóg się zmęczył, zapłonął gniewem albo że jest zazdrosny. To może nam się wydawać dość dziwne, bo przecież Bóg to Bóg, a zatem nie powinien odczuwać ludzkich nastrojów i stanów. To w pewnym sensie prawda - te biblijne opisy próbują ludzkim językiem „włożyć” Nieogarnionego Boga w jakieś ludzkie kategorie. Z drugiej jednak strony tego typu opisy wydają się subtelnymi zapowiedziami przyjścia Pana Jezusa na ziemię. Przecież Chrystus jako człowiek męczył się, był głodny, jeśli trzeba było to i zdenerwował się świętym gniewem na przekupniów w świątyni, zapłakał nad grobem Łazarza, itp. Bóg w niektórych aspektach okazał się bardziej ludzki niż my jesteśmy, aby nas przyciągnąć ku Swojej Boskości. Paradoks wiary…

"Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca" (Ps 90,12) 

Współcześnie mamy bardzo wiele najróżniejszych planów, harmonogramów, narzędzi pomagających porządkować nasze zadania i sprawy, które mamy załatwiać w pracy czy na co dzień.
Jest nawet odrębna dziedzina wiedzy jaką jest zarządzanie czasem. Generalnie wiele mamy zarządzań. Fragment dzisiejszego psalmu też mówi o liczeniu, ale wskazuje coś arcyważnego - przypomina o potrzebie zdobywania mądrości serca. Jeśli nie wiadomo jak dokładnie zaplanujemy czas, ale to wszystko będzie tylko bezsensowną, choć uporządkowaną gonitwą, ale jednocześnie zapominamy o wzrastaniu w Bożej mądrości, to na co to wszystko…?


"I niewiele zdziałał tam (w rodzinnym Nazarecie) cudów z powodu ich niedowiarstwa" (Mt 13,58)

Możemy pokusić się o stwierdzenie, że Pan Jezus płaci cenę za to, że przyszedł na świat jako syn cieśli i ubogiej dziewczyny. Przecież gdyby przybył na obłoku z wielką pompą i fetą, miałby szansę pociągnąć rzesze za sobą i zdobyć sobie ludzi; ale czy wtedy zdobyłby ich serca? A to serce jest najważniejsze. Tak prawdziwie do serca można dostać się tylko na drodze pokory i uniżenia. Jezus zrobił więc wszystko, ale na drodze stanęła ludzka wola.
Tak naprawdę, aby przyjąć Chrystusa, potrzebujemy tylko i aż przyjąć Go swoją wolą? Czy już przyjąłem Chrystusa, jak zrobił to choćby Jego zacny Opiekun - św. Józef?
 

30 kwietnia - czwartek

"Wstań i pójdź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta" (Dz 8,5)

Oto Anioł Pański posyła Filipa (nie chodzi o Apostoła, ale jednego z tzw. Siedmiu). Dość dziwnie w tym poleceniu brzmi zwrot: jest ona (droga) pusta. Skoro jest pusta, to jaki sens ma tam moja misja - chciałoby się zapytać? Czasami możesz być posłany tam, gdzie po ludzku nic się nie da zrobić. A może właśnie Twoim zadaniem jest, żeby przyprowadzić tylko tego jednego - „dworzanina egzotycznej królowej”? Może on właśnie Ciebie potrzebuje i tylko Ty jesteś niezbędny, żeby pokazać mu Jezusa?

"Przyjdźcie i słuchajcie mnie wszyscy, którzy boicie się Boga, opowiem, co uczynił mej duszy" (Ps 66(65),16) 

W Tygodniu Biblijnym taki zwrot może brzmi trochę dziwnie, bo to zazwyczaj słyszymy, że my mamy iść i głosić innym Ewangelię. A tutaj czytamy, że oni niech przyjdą do nas i nas słuchają. Jest w tym pewna słuszność: jeśli ktoś choćby w swoim sercu nie podejmie decyzji, że chce przyjść i nas posłuchać, to możemy sobie gonić w nieskończoność, nawet swoim sercem za jego sercem, a może z tego nic nie wyniknąć. Panie, otwieraj serca tych, do których nas posyłasz, abyśmy nie tylko my do nich wychodzili, ale aby i oni wychodzili nam naprzeciw i chcieli nas słuchać.

"Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał" (J 6,44)

Ten fragment pięknie dopełnia powyższy - to zawsze do Boga należy inicjatywa. My musimy dawać z siebie maksimum, nasi słuchacze muszą chcieć nas słuchać, ale to Bóg decyduje o chceniu lub niechceniu, o zamknięciu lub otwartości. Czy modlę się o otwartość serca dla mnie i bliźnich?
 

29 kwietnia - środa

"krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu" (1 J 1,7)

Pisząc o krwi Chrystusa, św. Jan bardzo dobrze wie, co ma na myśli. Jest on jedną z najbardziej kompetentnych osób, żeby wypowiadać się w tym temacie. Przecież jako jedyny z Apostołów wytrwał pod krzyżem. Nie było tam nawet pierwszego papieża! Jan wie, że krew Jezusa nie jest narzędziem pomsty na tych, którzy zabili lub opuścili Syna Bożego, ale zdrojem Miłości Miłosiernej oczyszczającym z wszelkiej nieprawości. Jak często modlę się Koronką do Bożego Miłosierdzia i litanią do Krwi Chrystusa?

"Wie On, z czegośmy powstali, pamięta, że jesteśmy prochem" (Ps 103(102),14) 

Bóg wie, ale my często zapominamy i popadamy w skrajności - albo uważamy się za uczynionych z jakiejś bliżej nieokreślonej niezniszczalnej materii, samowystarczalnej i wszechmocnej bez Boga, albo za absolutnie nic, a nic nieznaczących, dla których nie ma żadnego ratunku. Tymczasem spojrzenie Boże jest oczywiście właściwe: tak, jesteśmy tu na ziemi tylko prochem, ale jakże cennym w oczach Bożych. Czy wierzę, że na prochu nie kończy się moje życie…?
 
"Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie" (Mt 11,26)

„Upodobanie”, „zechce objawić” - w tej perykopie Ewangelii nacisk położony jest na odwieczne wyroki i zrządzenia Boże. To jest kwintesencja naszej wiary i życia.
Czy już żyję tym, co podoba się Bogu, a przynajmniej czy staram się poznać te upodobania, choćby poprzez częstą lekturę Biblii?


28 kwietnia - wtorek

"Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu" (Dz 7,51)

Mocne określenie… Św. Szczepan w rozmowie z uczonymi i członkami Sanhedrynu używa tzw. kwantyfikatora wielkiego: „zawsze”. Nie mówi „czasami” ani nawet „często”, ale najmocniej - „zawsze”. Od czasu do czasu słyszy się, żeby w rozmowach unikać określeń typu „zawsze”, „nigdy”, „całkowicie” itd.; szczególnie, jeśli z kimś się kłócimy; bo najczęściej takie określenia nie są prawdziwe, bo przecież nawet jeśli ktoś bardzo często się spóźnia, to jednak najprawdopodobniej niezupełnie zawsze albo jeśli ktoś często mówi coś głupiego, to chyba jednak od czasu do czasu powie coś mądrzejszego, a przynajmniej neutralnego. Tymczasem jednak Słowo Boże, będącym natchnionym, nie bez przyczyny odnotowuje słowo „zawsze” wypowiedziane przez Szczepana. To pokazuje dramat jego rozmówców, którzy są całkowicie zamknięci na Boga.
Czyż może być większy dramat niż całkowicie zamknięcie nie tylko oczu czy uszu, ale przede wszystkim serca na Boże Słowo?

"Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą" (Ps 31,4) 

Pamiętamy, jak Pan Jezus zapowiedział Szymonowi, że on będzie Piotrem, opoką, skałą, na której Chrystus zbuduje swój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. Tymczasem w tym psalmie to człowiek pragnie, żeby Bóg był jego skałą i twierdzą. Jakieś piękne odwrócenie ról w Nowym Testamencie… Jezus zaprasza swoich namiestników w osobie św. Piotra, aby nie tylko liczyli na Bożą pomoc, ale otwierali się na nią, samymi będąc warowniami i twierdzami strzegącymi Bożych spraw.

"Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!" (J 6,34)

Zauważmy, że we wczorajszym fragmencie Ewangelii lud zwracał się do Chrystusa jeszcze per „Rabbi”, dziś już „Panie”. Dokonała się zmiana; przejście od nazywania Jezusa „Mistrzem i Nauczycielem” do uznania Go za Pana. Lud, mówiąc językiem młodzieżowym, zaczyna czaić sytuację. Wtedy dopiero Chrystus odkrywa karty i mówi, że to On jest „Chlebem życia”. Poznawanie Pana zazwyczaj jest procesem, poprzez który stopniowo wchodzimy w sprawy Boże. Na którym etapie tego procesu jesteśmy ja i Ty?


27 kwietnia - poniedziałek

"A wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali się mu uważnie i zobaczyli twarz jego, podobną do oblicza anioła" (Dz 6,15)

W świecie nam współczesnym również jakże często bywa, że wielu ludzi w różnoraki sposób przystępuje do rozprawy z wieloma "Szczepanami" - ludźmi, którzy autentycznie idą za Chrystusem. Co gorsza, nierzadko właściwie brak nawet porządnych rozpraw, gdzie oskarżeni mogliby podać swoje racje, bo najczęściej całe błoto wylewa się na sprawiedliwych poprzez hejt i anonimowe bluzgi. W postawie tych, którzy są ośmieszani, jest jednak coś niebańskiego; coś, czego gdzieś w głębi pragną także ci, którzy ferują pomówienia - oni, oskarżyciele, też gdzieś w odmętach serc pragną pokoju, radości, pewności, które emanują nie tylko z twarzy, ale postawy ludzi idących za Panem. A po której ja jestem stronie..?

"Wyjawiłem Ci moje drogi, a Ty mnie wysłuchałeś" (Ps 119(118),26) 

Cóż za piękna, Bosko-ludzka intymność. Zazwyczaj w czytaniach bywa tak, że to człowiek stara się poznać i zrozumieć Boże drogi i nimi iść, a tutaj to człowiek opowiada Bogu o swoich drogach i Bóg odpowiada. Żyliśmy już taką intymnością - było to w raju. Po grzechu pierworodnym trochę się to popsuło, ale ciągle możemy do tego powracać. Gdzie? Choćby w spowiedzi św. i na modlitwie. To są mosty, po których wracamy do Pana.


"Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»" (J 6,25)

Dzisiejszy fragment Ewangelii pośrednio wskazuje na pewne niebezpieczeństwo, z którym możemy się zetknąć w kontakcie ze Słowem Bożym. Otóż podobnie jak ludzie, którzy szukali Jezusa po rozmnożeniu chlebów możemy tylko skupić się na cudach, dziwnych zjawiskach, sekwencji faktów i zdarzeń, ale może nam w tym wszystkim umknąć istota, czyli Pan Jezus. Zauważmy, że ludzi zwracają się do Jezusa "Rabbi". A może gdyby Go tak naprawdę poznali, powinni zawołać "Panie"?
A kim dla mnie jest Chrystus? Tylko Nauczycielem czy przede wszystkim Panem i Bogiem...?


26 kwietnia - Niedziela Biblijna

"W dniu Pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem" (Dz 2,14)

Św. Piotr był koniec końców pojętnym uczniem Chrystusa. Zapamiętał, że gdy Pan Jezus wskrzeszał Łazarza zawołał głośno na niego i kazał mu wyjść na zewnątrz. Teraz Piotr głośno przemawia do zebranego ludu. Nie chodzi już jednak w tym przypadku o wskrzeszanie kogoś z fizycznej śmierci, ale przywrócenie do życia ludzi umarłych duchowo. Ponadto trochę symbolicznie możemy powiedzieć, że Piotr pragnie oznajmić zmarłemu od wieków królowi Dawidowi, że żyje jego Potomek, który także i jemu przyniósł wybawienie z Szeolu.

"Ty ścieżkę życia mi ukażesz, pełnię radości przy Tobie" (Ps 16(15),11) 

Tę właśnie ścieżkę życia już nam ukazał Jezus Chrystus: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem". To w Jezusie jest pełnia radości.

"On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata" (1 P 1,20)

Dzięki Bożej łasce i woli, byśmy w ogóle zaistnieli, zostaliśmy włączeni w odwieczny, a w zasadzie przedwieczny plan Stwórcy. Tu nie ma przypadku. Cały Stary Testament i Nowy to wielka historia zbawienia. Nasze życie to nie przypadek, ale szalenie ważna sprawa. Jak zamierzam przeżyć wieczność? Gdzie...? To tylko ode mnie zależy.

"On okazywał, jakby miał iść dalej" (Łk 24,28)

Czasami możemy w życiu odnieść wrażenie, jakoby Chrystus miał zamiar iść dalej, jakby może nie do końca obchodziły Go nasze sprawy. To trochę tak jak w przychodni lekarskiej: człowiek chce się wyżalić, a doktor zdaje się nie mieć czasu. Może ta postawa Jezusa jest zachętą, żebyśmy wzbudzili w sobie prawdziwe pragnienie bycia z Nim.
Czy Chrystus jest mi rzeczywiście potrzebny?
Czy obchodzi mnie On bardziej niż wszystko i wszyscy?
Czy maksymalnie pragnę z Nim przebywać i robię wszystko, żeby On ze mną był...?

 

sobota, 25 kwietnia 2020

#13 radośnik Całun jako dowód Maryjny

„Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu” (J 20,6-7)


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Kochani! 

Jak to już stało się swoistą tradycją na Biblijnym Rabanie, w okresach bożonarodzeniowym i wielkanocnym spotykamy się w ramach serii radośnik. Nie inaczej jest i tym razem. Zapraszam na chwil kilka zagłębiania się w radość chrześcijańską.

Do wyboru takiej, a nie innej tematyki tego wpisu zainspirował mnie jeden z filmików o. Adama Szustaka. Link do niego zamieszczam Wam pod tekstem. Dominikanin, komentując zmartwychwstanie Pana Jezusa, wyraził swój podziw dla Chrystusa, który dokonując największego dzieła w dziejach świata zadbał nawet o tak prozaiczną sprawę jak poukładanie chusty i tkanin pogrzebowych. Czytamy przecież w Ewangelii, w cytacie podanym we wstępie, że tkaniny pozostawione przez Chrystusa była poukładane na swoich miejscach. O. Adam, ale i myślę wielu z nas, będąc na miejscu Mistrza, dokonałaby tego dzieła z impetem, zostawiając za sobą "nieład artystyczny" jak mogłoby to wyglądać w filmach katastroficznych. Tymczasem Jezus zadbał nawet o detale i wykonał wszystko w cichości i bez rozgłosu. Jest w tym wszystkim jakaś wielka tajemnica...

Pusty grób Jezusa, w Bazylice Grobu Świętego, czczony przez chrześcijan jako miejsce gdzie Jezus został pochowany, fot. By adriatikus en:commons:talk - self-made using a Canon PowerShot A530 camera, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3482274
Dla mnie jednak ta delikatność i po ludzku może dość dziwne zachowanie Pana jest jeszcze dodatkowo dowodem na niezwykłą relację Chrystusa z Matką Bożą i na to, że to właśnie Jej jako pierwszej ukazał się po zmartwychwstaniu. Milczą o tym Ewangelie, ale nie brak takich głosów w Tradycji. Już tłumaczę, co mam na myśli.

W objaśnieniu sprawy może pomóc scena ze słynnej "Pasji" Mela Gibsona. Może pamiętacie, jak akcja filmu przenosi się parę razy do czasów z życia św. Rodziny w Nazarecie. W pewnym momencie młody Pan Jezus pracując w zawodzie św. Józefa, tworzy stół i krzesła na zamówienie dla jakiegoś bogatego człowieka. Przychodzi Matka Boża i prosi Go na posiłek, ale jak to czasem bywa, jak człowiek jest blisko ukończenia jakiejś roboty, ociąga się z innymi sprawami. Po kilku nieudanych próbach Matka Boska przychodzi do stolarni, może lekko zdenerwowana. Boski Syn szybko Ją jednak udobruchał. Pięknie widać było taką ich zwyczajną relację, nie jakąś sztywną jak moglibyśmy wnioskować z wielu obrazów, skądinąd bardzo pięknych. Doszło nawet do tego, że Chrystus ochlapał wodą Matkę Najświętszą... Jeśli myślimy, że Członkowie św. Rodziny zwracali się do siebie tylko "Jezusie, Synu mój" albo "Maryjo, Pani i Matko" możemy być w dużym błędzie.

Idąc tym tropem, w takiej bardzo subiektywnej i niepopartej naukowymi interpretacjami analizie perykopy ewangelicznej, lubię sobie wyobrażać, jak zaraz po zmartwychwstaniu Pan Jezus spotyka swoją Matkę jako pierwszą z ludzi. Witają się najserdeczniej i nie posiadają z radości, że już wszystko się dokonało. Pan Jezus, choć zmartwychwstały, ciągle jednak pozostał Człowiekiem, a Maryja była i jest Jego Matką. A zatem delikatnie poprosiła Syna, żeby... pościelił miejsce, gdzie jeszcze niedawno leżało Jego Ciało albo przynajmniej poukładał chustę i całun. Nasuwa mi się jeszcze nieco inne wytłumaczenie: a może tuż po zmartwychwstaniu, zanim jeszcze spotkał się z Maryją, Pan Jezus poukładał tkaniny przypominając sobie chwile z dzieciństwa w Nazarecie. Jego myśl pobiegła ku Bogu Ojcu, ale może zaraz także do Nazaretu i wykorzystał umiejętności, których nauczyła Go tam Matka Boża i Jego opiekun - św. Józef. Jezus wiedział, że zaraz spotka się z Matką Boską i przekaże Jej jako pierwszej radosną wieść o zmartwychwstaniu.

Chciałbym, żeby podsumowaniem powyższych rozważań było najważniejsze odniesienie w tym radośnikowym wpisie, czyli radość właśnie. Powyższy akapit to jak już wspomniałem moja bardzo subiektywna interpretacja (choć wierzę, że Duch Święty miał w tym swój udział), niemniej Kościół pozwala nam wierzyć, że pierwszym spotkaniem Pana Jezusa po zmartwychwstaniu było właśnie to z Maryją. Już nie wnikamy w szczegóły, ale wierzymy, że do takiego spotkania doszło. Ewangeliści o nim nie wspominają, bo może było ono po prostu czymś zupełnie oczywistym. A jeśli nawet Chrystus nie ukazałby się Matce Bożej, to ten fakt można by tłumaczyć tym, że takie spotkanie nie było potrzebne, bo Maryja jako jedyna z ludzi była pewna zmartwychwstania Syna.

Pozytyw i negatyw twarzy z całunu, fot. wikimedia w domenie publicznej
Załóżmy jednak, że do takiego spotkania doszło. Czego nas ono uczy w kwestii radości? Myślę, że m.in. tego, że prawdziwa radość chrześcijańska wymaga pewnej intymności. To prawda, że radością ze zmartwychwstania powinniśmy się dzielić, bo jest to właściwie istota naszej wiary. Niemniej jednak istnieje taki poziom radości, który rozgrywa się w takiej głębokości naszej istoty, że nie jesteśmy w stanie tej radości tak naprawdę nikomu w pełni przekazać. Może właśnie dla podobnej przyczyny Ewangeliści nawet nie pokusili się o opisywanie spotkania Jezusa z Matką po zmartwychwstaniu, bo żadne słowa nie byłyby w stanie tego ująć. To jest jakiś rodzaj, jeśli tak można powiedzieć, radosnej samotności, która wypełnia nasze serca. Jak sobie powiedzieliśmy, od tej samotności mamy wychodzić na zewnątrz, dalej i dalej, i nieść radość zmartwychwstania innym nawet, jeśli tego, co odbywa się w naszym wnętrzu, nie będziemy w stanie do końca przekazać. Możemy się nadto pokusić o stwierdzenie, że bez tej intymności nasza radość pozostałaby płytka i wraz z nadejściem trudności mogłaby się wypalić. Gwarantem trwałości tejże radości w nas jest Duch Święty. Być może ludzie o usposobieniu introwertycznym mogą bardziej rozumieć ten temat, ale najprawdopodobniej nie ma tu jednoznacznej reguły i nie można dokonywać jakiegoś szufladkowania.

Dobrze, to tyle na dziś. Znowu tego wyszło dość sporo :) Niech więc Całun Turyński będzie dla nas nie tylko milczącym świadkiem zmartwychwstania, jak go czasem nazywamy, ale także cichym dowodem na niewypowiedzianą rolę Maryi w dziele Chrystusa, co z kolei winno nas prowadzić do odkrywania głębi prawdziwej intymnej radości chrześcijańskiej w nas.

Z góry tradycyjnie Bóg zapłać Wam za pomoc w rabanowaniu. Mogę na Was liczyć, na Ciebie, która/który czyta ten tekst, prawda? Dzięki, że jesteście.

Poprzedni wpis na radośniku >>>


Cytat na dzisiaj:  

"Radości życia rodzinnego są najpiękniejsze na świecie, a radość jakiej rodzice doświadczają na widok swych dzieci, jest najświętsza" (Johann Heinrich Pestalozzi, programva.com)

A jak Ty osobiście rozumiesz powyższy cytat?

Warto odwiedzić:
CNN [#176] Pościel łóżko! >>>
Czy po zmartwychwstaniu Jezus jako pierwszą odwiedził swoją Matkę? >>>